Podroż do Japonii – część trzecia: kraina zielonej herbaty

Posted on
Shizuoka - plantacje herbaty

Popijając przy biurku Matchę, myślami wędruję z powrotem do Shizuoki. Do japońskiej prefektury, z której według słów goszczącego nas w swoim letnim domu Japończyka Osamu pochodzi najlepsza zielona herbata na świecie.

Jednym z moich marzeń podczas podróży po Japonii było odwiedzenie plantacji herbaty i udział w tradycyjnej ceremonii parzenia herbaty. Oba te cele udało mi się zrealizować właśnie podczas pobytu w Shizuoce. Nie mogłabym wymarzyć sobie lepszego na to miejsca!

Do Shizuoki, a dokładniej do miejscowości Ieyama dotarliśmy bezproblemowo pociągiem (jak z resztą do wszystkich naszych celów podróży w Japonii). Naszym gospodarzem, ale i jak się później okazało również przewodnikiem i jak to on sam siebie nazwał – trzecim dziadkiem dla naszej córki, został niezwykle miły Japończyk o imieniu Osamu. Jako że Osamu jest już na emeryturze, wolny czas spędza najchętniej w domku na wsi, który nazywa swoją kryjówką. To właśnie w tym uroczym miejscu spędziliśmy kilka niezwykle przyjemnych dni.

Domek Osamu od środka
To jedno z pomieszczeń w domu Osamu – z zachowanym tradycyjnym paleniskiem zwanym Irori. Nasz gospodarz przygotował tam dla nas jednego wieczoru pyszną kolację oraz uraczył nas ciepłym sake z bambusa.

Do Shizuoki, a dokładniej do miejscowości Ieyama dotarliśmy bezproblemowo pociągiem (jak z resztą do wszystkich naszych celów podróży w Japonii). Naszym gospodarzem, ale i jak się później okazało również przewodnikiem został niezwykle miły Japończyk o imieniu Osamu. Jako że Osamu jest już na emeryturze, wolny czas spędza najchętniej w domku na wsi, który nazywa swoją kryjówką. To właśnie w tym uroczym miejscu spędziliśmy kilka niezwykle przyjemnych dni.

Widok z tarasu na pola herbaty
Widok z tarasu przy naszym pokoju w domu Osamu. Zapiera dech w piersiach, co?

Muzeum herbaty

Nasz gopspodarz zabrał nas do Muzeum Herbaty w Shimadzie. Nie spodziewałam się, że aż tak mi się tam spodoba.  Wystawa na temat historii, gatunków i przyrządzania herbaty robi wrażenie! Ponadto można też skosztować pysznej zielonej herbaty i rozmaitych specjałów, jak np. lody czy czekolada o smaku zielonej herbaty – tylko nie przesadzcie tak jak ja, bo będą Wam trzęsły się ręce i waliło serce od nadmiaru teiny 😉

Wystawa w japońskim muzeum herbaty

Byłam zafascynowana wystawą w muzeum herbaty, do którego zabrał nas Osamu.
Rysunki dziecięce
Wariacje na temat herbaty w wykonaniu dzieci odwiedzających muzeum.

Tea house

Ceremonia parzenia herbaty? Checked! (czyli, że odhaczona). Marzyłam o tym, by wziąć udział w jednej z takich ceremonii. Nie zawiodłam się! Pani, która z nami przeprowadziła ceremonię była niezwykle profesjonalna. Nauczyliśmy się jak przygotować matchę – którą ręką mieszać, którą trzymać itd. Do tego zostaliśmy poczęstowani pyszną słodką ryżową przekąską.

Tea house
A tu tzw. tea house, w którym goście zwiedzający muzeum (za niewielką dodatkową opłatą) mogą również wziąć udział w ceremonii herbaty.

Ta ceremonia to nie tylko przeżycie kulinarne, ale chyba bardziej estetyczne – sposób przygotowania i podania herbaty cieszy nie tylko kubki smakowe, ale też i oko.

Spacerujemy po ogrodzie przy tea house.
Osamu był świetnym przewodnikiem! Tu spacerujemy po przepięknym ogrodzie należącym do „tea house” znajdującym się obok muzeum herbaty.
Ach ten styl!

Ciekawostka na temat tea house: czy wiecie dlaczego pomieszczenia tam są takie wąskie i niskie? Osamu wytłumaczył nam, że to po to, by samuraje przebywający tam nie mieli możliwości wyciągnięcia swego miecza, jako że było to miejsce do celebracji herbaty, kontemplacji i nie było tam mowy o przemocy.

Widok z okna w tea house
Widok na ogród.

Wiszący most marzeń i kolej parowa

Trzeciego dnia naszego pobytu w domu pana Kurosawy, udaliśmy się do Sumaty, by przejść po wiszącym moście marzeń, czyli Yume no Tsuribashi.

Kolej parowa.
„Para – buch! Koła – w ruch!” Do Sumaty udaliśmy się najprawdziwszą koleją parową.
Widok z okna pociągu.
Z okien pociągu można było podziwiać piękne widoki. A sam pociąg był niezwykłą atrakcją dla gapiów. Wielu chyba nam zazdrościło…
Most wiszący
A tu już na moście marzeń! To chyba jedno z popularnych miejsc do strzelania sobie fotek na Instagrama. „Niestety” moje zdjęcie niezbyt instagramowe, bo woda akurat nie była lazurowa, a bardziej mulista i brunatna po intensywnych opadach deszczu.
Natura Sumata
Samo przejście po moście nie trwa długo. Za to droga do mostu i powrót do wioski, z której wyruszyliśmy trwa nieco dłużej – to okazja do przyjemnej pieszej wędrówki i podziwiania pięknych widoków! Co mnie zdziwiło podczas przechadzki: widok elegancko ubranych Japonek 🙂
Thomas pociąg
Nie lada gratka dla fanów Tomka! Tak, tak – taką koleją również można było odbyć podroż. Nam nie było to dane. Jednak zdjęcie musi być!

Co jeszcze widzieliśmy?

Podczas jednego ze spacerów po okolicy, trafiliśmy na lokalny festyn – to chyba był dzień sportu. Poczęstowano nas niezwykle słodkim i kleistym ryżowym napojem. A bębniarze byli niesamowici!

 

Ostatniego dnia przed odjazdem, Osamu zabrał nas do wioski Fukuyo (co jak nam wytłumaczył oznacza „full of happiness”).

Inny tea house
W drodze do Fukuyo zatrzymaliśmy się na herbatę u znajomego Osamu.
Stacja Fukuyo
Ze stacji Fukuyo (czyli „pełnej szczęścia”) odjechaliśmy w stronę następnej przygody, czyli do Nagano.

Pobyt w Shizuouce był jednym z najbardziej niezapomnianych doświadczeń w Japonii. Osamu przyjął nas w swoim domu jak rodzinę. Opowiadał nam o sobie, o Japonii, o jej historii i kulturze. Żałuję, że nie znam japońskiego, bo jestem pewna, że w tym języku historie te byłyby jeszcze ciekawsze. Tym bardziej, że nasz gospodarz jest wielkim pasjonatem historii swego kraju jak i kolekcjonerem sztuki, więc jego dom to takie małe muzeum.

Byliście kiedykolwiek w Shizuoce? Mam nadzieję, że ten wpis Was do tego zainspiruje! Albo sprawi, że choć przez chwilę poczujecie się jak byście byli w krainie zielonej herbaty!