Czy język to powód do wstydu?

Posted on
Kobieta z palcem na ustach

Niedawno spotkałam się z taką sytuacją na placu zabaw u nas na Prenzelbergu (Prenzlauer Berg – dzielnica Berlina):

Babcia mówi do wnuczka po polsku – „O! Myślę sobie, jak fajnie, że ten wnuczek ma wsparcie językowe w babci – im więcej kontaktu z polskim, tym lepiej!”. Zaraz zagaduje mnie moja córka i wymieniamy między sobą kilka polskich słówek, uśmiechnięta spoglądam w stronę tamtej babci z nadzieją odwzajemnionego uśmiechu i porozumienia. Nagle ta babcia odwraca wzrok i przerzuca się na niemiecki (z ewidentnie polskim akcentem), zwracając się do wnuka. I już od tej chwili konsekwentnie pozostaje przy języku niemieckim. Zrobiło mi się jakoś tak przykro. Myślałam, że czasy, kiedy to Polacy próbowali być „unsichtbar”[1] (niewidoczni) w Niemczech już dawno minęły.

Nie mnie oceniać czyjeś osobiste wybory, nie znam tej Pani i nie wiem, jakie powody nią kierowały, gdy postanowiła ukryć, że mówi po polsku. Jednak uważam, że to wielka szkoda! Taką postawą może zasygnalizować temu małemu, że z tym językiem jest związane coś wstydliwego, że może lepiej zachować go tylko dla siebie, że przy innych to lepiej po niemiecku jednak… Poza tym, jeśli jej niemiecki nie jest tak dobry jak polski, to może mieć to też wpływ na jej relację z tym wnukiem.

Postawa wobec języka ma znaczenie w wychowaniu dwujęzycznym!

Pamiętacie, jak Andrzej Wajda, odbierając Oskara za całokształt twórczości powiedział:

„Będę mówił po polsku, bo chcę powiedzieć to, co myślę, a myślę zawsze po polsku.”[2]

I te słowa uderzają w samo sedno tego, co chcę Wam tym tekstem przekazać. Myślę, że nikt nie zareagował wstydem czy oburzeniem na słowa Wajdy. Wręcz przeciwnie – wiele osób było zapewne dumnych z tego, że ten wybitny reżyser postanowił wygłosić przemowę oskarową po polsku – bez wstydu i zażenowania. A skoro w ten sposób było mu najprościej ubrać myśli w słowa, to nie dziwię się, że właśnie w języku ojczystym chciał wygłosić jedną z najważniejszych przemów w jego karierze. A moment ten przeszedł do historii.

Kiedy mówię do mojej córki, to czasem zdarza mi się przy tym myśleć po niemiecku, szczególnie, kiedy spędzamy czas z niemieckojęzycznymi osobami. Ten język jest językiem otoczenia, dominuje w naszej codzienności. Jednak ja mówię do niej po polsku. I nie wypływa to z jakiejś wykalkulowanej i przemyślanej decyzji, a z potrzeby serca, że tak poetycko to ujmę. Bo ja często „czuję” po polsku. Owszem mogłabym swobodnie mówić z nią po niemiecku (Oj! O ile dosadniej brzmiałoby takie: „Nein!” i „Achtung!” niż grzeczne „Nie!” i jak to mówi mój partner egzotycznie brzmiące „Uwaga”!). Jednak ileż mogłybyśmy obie na tym stracić!

Czy nie zdarza Wam się mieć problem z wyrażeniem tego, co czujecie w sytuacjach emocjonalnych? Kiedy, np. dochodzi do kłótni czy wymiany zdań z drugą osobą, kiedy bardzo coś przeżywacie, cieszycie się lub smucicie. Nie wiem, jak to jest u Was, ale ja jednak mam poczucie, że po polsku potrafię celniej i przede wszystkim szybciej wyrazić emocje i znaleźć właściwe słowa. W dużej mierze łączy się to z tym, że polski nabywałam od niemowlęctwa, że w Polsce się wychowałam i chodziłam tam do szkoły. I jakoś tak szczerzej brzmi moje „kocham Cię”, bo mówiąc „kocham”, naprawdę myślę i czuję, że „kocham”, choć wiem, że już Szekspir powiedział:

„Czym jest nazwa? To, co zwiemy różą, pod inną nazwą równie by pachniało.”[3]

Niby to prawda, ale ja rozpływam się, kiedy słyszę z ust mojej dwuipółletniej córki słowa: „Mama,cham Cię” (czyli kocham Cię!). I dumna jestem z siebie, że udało mi się nauczyć ją wyrażania tej pięknej emocji.

Znaczenie wyboru języka w relacji „dziecko – rodzic”

W tekście naukowym pt. „Die Bedeutung der Muttersprache in zugewanderten Familien für die Eltern-Kind Beziehung” (czyli: „Znaczenie języka ojczystego w rodzinach imigrantów w relacji rodzic – dziecko“) autorstwa Birgit Leyendecker, Jessica Willard i Ulrike Caspar wymienione zostają trzy istotne powody, dla których warto, jby dzieci dzieliły z rodzicami wspólny język:

  1. Po pierwsze:

„… können Eltern in der Sprache, die sie sich „zu Hause“ fühlen, die ihnen vertraut ist, am besten ihren Kindern die Welt erklären und ihnen reichhaltige sprachliche Anregung geben.“[4]

Czyli: Rodzice za pomocą języka, w którym czują się swobodniej i który jest im bliski, mogą w najlepszy sposób „objaśniać swym dzieciom świat”, jak i dostarczać im bogatej stymulacji językowej.

Jak to rozumiem?

Dziecko na statku
Kiedy podróżujemy, najłatwiej jest mi opisywać otaczający nas świat w moim języku 🙂

Pomyślcie o takiej sytuacji: Wasza pociecha podczas spaceru wskazuje palcem na biedronkę i pyta Was: „Co to jest?” (a to pytanie słyszę obecnie ze sto razy dziennie). Bez wahania odpowiecie, że to biedronka, prawda? A co jeśli postanowiliście mówić do dziecka w innym języku i nagle zdajecie sobie sprawę, że tego słowa akurat nie znacie… Oczywiście biedronka to tylko banalny przykład. Trudniej może się zrobić, kiedy nadejdzie faza pytań zaczynających się od „dlaczego?”, np. „Dlaczego słońce świeci”, „Dlaczego muszę jeść warzywa”, „Dlaczego mówisz tak dziwnie (kiedy mama albo tata usiłują porozumiewać się z dzieckiem za pomocą swojego słabszego języka)?”. Poza tym nie wszytko da się wyjaśnić w języku, w którym „jesteśmy słabsi” – metafory, przysłowia, utarte powiedzenia, dowcipy, fachowe zagadnienia, których nauczyliśmy się w szkole w jednym języku…

  1. Po drugie:

„…verlieren Eltern, wenn sie keine gemeinsame Sprache mit den Kindern haben, an Autorität.„

Czyli: Gdy rodzice nie dzielą jednego wspólnego języka z dzieckiem, tracą na autorytecie.

Dziecko z zasłoniętymi oczami
A co jeśli Twoje dziecko będzie się za Ciebie wstydzić? @Autor zdjęcia: Caleb Woods

Jak to rozumiem?

I tu wrócę do poprzedniego przykładu z pytaniami „dlaczego”: „Dlaczego muszę jeść warzywa?” lub „Dlaczego muszę zimą ciepło się ubierać?”. Wyobraźcie sobie, że musicie odpowiedzieć na te pytania swoim dzieciom w języku, którego nie do końca znacie lub w którym nadal robicie błędy. Dzieci potrafią wyczuć wątpliwości i niepewność u dorosłych. W tej sytuacji mogą Was nie wziąć na serio, a nawet złościć się na Was za to, że nie potraficie się porządnie wysłowić – „Dlaczego mówisz tak dziwnie? Wstydzę się za Ciebie!”.

  1. Po trzecie:

„…gibt es zahlreiche Studien die zeigen, dass eine gemeinsame Sprache für den Zusammenhalt in den Familien, für die Eltern-Kind Beziehung sowie für das psychosoziale Wohlbefinden der Kinder wichtig ist.“

Czyli: Jest wiele badań, które pokazują, że wspólny język jest ważny dla utrzymania rodziny, dla relacji pomiędzy rodzicem a dzieckiem oraz dla prawidłowego rozwoju psychospołecznego dziecka.

Myślę, że tu nie jest potrzebny mój komentarz, a adekwatne byłoby raczej przytoczenie przykładów ze wspomnianych w tekście badań (a jest ich kilka). Jako że ten artykuł jest i tak już dość długi, to postanowiłam, że tym zajmę się w osobnym artykule – czekajcie cierpliwie!

Nie ma się czego wstydzić!

Na koniec wspomnę tylko, że przedwczoraj (również u nas na osiedlu) spotkała mnie zupełnie inna sytuacja niż ta opisana przeze mnie na początku. Otóż, siedząc z moją córką obok fontanny w parku i próbując zapobiec totalnej katastrofie podczas jedzenia przez nią loda czekoladowego, poczułam, że przygląda nam się pani siedząca obok na ławce. Wołam do niej z uśmiechem połączonym z kapitulacją: „Schokoeis!”(lód czekoladowy). Na te słowa Pani odpowiada po polsku: „A czy mogłabym o coś zapytać?”. Uradowana odpowiedziałam, że „Oczywiście!”.

Okazało się, że Pani szuka przedszkola dla swojej córki (jeszcze bardzo bardzo malutkiej, ale tu nie ma żartów, im szybciej tym lepiej!) i była ciekawa, czy moja córka chodzi do niemieckojęzycznego. Jakże ucieszyło mnie to pytanie (jako że temat dwujęzyczności to, że tak powiem mój konik), od razu obwieściłam jej, że moje dziecko ma to szczęście chodzić do polsko-niemieckiej placówki, od razu podałam jej też adres i zdałam krótką relację z tego, jak fajne jest nasze przedszkole.

Najchętniej wypytałabym ją zaraz o jej strategie rodzicielskie dotyczące dwujęzyczności i jej obawy z tym związane, ale jakoś tak powstrzymałam się od przeprowadzenia wywiadu na ławce, bo czekoladowy lód mojej córki zaczął właśnie kapać mi na skarpetki, poza tym trzeba było iść szukać patyka do zabawy. Tak więc pożegnałam się z Panią z ławki obok – kto wie, może spotkamy się kiedyś, odbierając nasze córki z przedszkola!

A co Wy myślicie na ten temat? Czy odczuwaliście kiedyś wstyd z powodu komunikowania się z dzieckiem w języku innym niż ten obowiązujący w otoczeniu? A może znacie takie historie?

 

[1] A propos tej niewidoczności, jeśli chcecie dowiedzieć się czegoś więcej na ten temat, to polecam książkę pt.„My niewidoczni. Historia Polaków w Niemczech” Petera O. Loewa

[2] http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,20813639,wajda-odbiera-oscara-zaczyna-po-angielsku-ale-chwile-pozniej.html
[3] http://lubimyczytac.pl/cytat/4658

[4] Cytaty użyte w tym paragrafie pochodzą z tekstu: Leyendecker, Birgit , Willard, Jessica und Caspar, Ulrike (2015). Die Bedeutung der Muttersprache in zugewanderten Familien für die Eltern-Kind Beziehung (S. 114-115).