Podróż do Japonii – część pierwsza: Tokio

Posted on
Droga do Meiji Shrine

Ten post, a raczej seria postów będą opowiadały o naszej miesięcznej podróży po Japonii. Długo zastanawiałam się jaką formę powinien mieć ten wpis – poradnika, dziennika czy standardowej relacji? Jedno było dla mnie pewne, że opowieści o tej podróży nie zdołam streścić w jednym poście. Postanowiłam więc, że pierwszą część tej serii poświęcę stolicy Japonii – Tokio.

Wyobrażenie o Tokio przed naszym wyjazdem

Zanim jeszcze sięgnęłam po przewodniki turystyczne, zajrzałam na blogi podróżnicze i kanłay z video-relacjami na youtub’ie, myślałam o Tokio jako o hipernowoczesnej metropolii, gdzie obok siebie ciasno stoją wysokie budynki „ozdabiane” telebimami, z których do przechodzących rzesz nieustannie śpieszących się dokądś mieszkańców, wykrzykują  kiczowate gwiazdki pop lub postaci z mangi. Oczywiście po tym, jak doinformowałam się na temat stolicy Japonii za pomocą wyżej wymienionych źródeł, było jasne, że to dość powierzchowne i banalne wyobrażenie. Bo to tylko jedna z twarzy tego fascynującego miasta.

Początki w Tokio: Asakusa

W ciągu naszego czterotygodniowego pobytu w Japonii byliśmy w Tokio trzy razy. W sumie spędzilismy w Tokio jakieś pięć dni. Poszukiwania opłacalnego noclegu w Tokio nie są łatwe, szczególnie jeślli nie podróżujecie w pojedynkę i nie chcecie poświęcać każdego dnia na godzinne podróże metrem, by dostać się do ciekawych atrakcji miasta. Nie jesteśmy również fanami nocowania w hotelach, w których zazwyczaj panuje dość sztywna atmosfera, a wystrój wnętrz jest prawie taki sam w każdym zakątku świata. Dlatego nasz wybór padł na ryokan, czyli taki hotel budżetowy w tradycyjnym japońskim stylu. Nasze pierwsze dwie noce w Tokio spędziliśmy w Khaosan World i tak oto trafiliśmy do dzielnicy Asakusa. Kiedy już pokonaliśmy trasę z lotniska Narita do Asakusy i podążaliśmy w stronę naszego ryokanu, z ciężkimi plecakami na plecach, pchając naszą córkę w jej spacerówce, stanęliśmy przed bramą wiodącą w stronę najbardziej znanej w Tokio buddyjskiej świątyni Sensoji. Droga prowadziła przez stragany z tradycyjnymi przekąskami, z mnóstwem pamiątek takich jak kimono, maneki-neko (koty machające łapką) czy zestawy do sushi. Cała ta sceneria sprawiła, że poczułam się jak w programie dokumentalnym – jednym z tych, które tak chętnie oglądałam jako dziecko.

Buddyjska świątynia Sensoji
Świątynia Sensoji nocą

Po odespaniu ruszyliśmy w miasto. Był już wieczór, więc postanowiliśmy poodkrywać najbliższą okolicę. I tak też zaliczyliśmy nasz pierwszy ramen – miejsce, w którym jedliśmy nazywało się Yoroiya Ramen, a nasze pierwsze kulinarne doświadczenie w Japonii było całkiem niezłe! Po zaspokojeniu głodu, wybraliśmy się na spacer po Asakusie. Dotarliśmy do rzeki Sumida, przeszliśmy po jednym z mostów i napawaliśmy oczy widokiem miasta rozświetlonego nocą. W drodze powrotnej przeszliśmy się w stronę świątyni Sensoji i wtedy ogarnęło mnie wzruszenie. Ten widok świątyni wieczorową porą (a było już naprawdę bardzo ciemno, w Japonii słońce zachodziło już jakoś ok. 17) i otaczających jej lampionów (plus odgłosy świerszczy!) na długo zapadną mi w pamięć. Taki mały zakątek spokoju, miejsce wyciszenia w tętniącej życiem metropolii.

Lampiony przy świątyni Sensoji
Lampiony z rysunkami wykonami przez dzieci ustawione są przed świątynia Sensoji

Drugi dzień rozpoczęliśmy dość późnym śniadaniem. Sweets Cafe Tokyo to niewielkie miejsce, gdzie można napić się pysznej kawy i posmakować wyśmienitej tempury lub jeśli wolicie coś słodkiego – kanapek z owocami i lodów. Obsługa była przesympatyczna! Właściciel zagadywał nas po angielsku, pytając skąd jesteśmy itp. Dowiedziawszy się, że pochodzimy zarówno z Polski jak i z Niemiec, skojarzył ten fakt z Robertem Lewandowskim. Na zakończenie miłego śniadania, zrobiliśmy sobie wspólne zdjęcie, a nasza córka otrzymała w prezencie wachlarz.

Pierwszy cel turystyczny: Pałac Cesarski

Nasze pierwsze „porządne” zwiedzanie postanowiliśmy rozpocząć od Pałacu Cesarskiego w Tokio. Aby móc zwiedzić wnętrza pałacu, trzeba dokonać rezerwacji przez Internet i to najlepiej z wielotygodnowym wyprzedzeniem.  Ja chciałam to zrobić jakiś miesiąc przed naszym wylotem, jednak i tak było już za późno. My mieliśmy w planie obejrzeć ogrody należące do pałacu (rezerwacja nie jest potrzebna). Jednak okazało się, że tego dnia nie było można dostać się i do ogrodów pałacowych (nie zapomnijcie sprawdzić w jakie dni są one otwarte!). To jednak nas wielce nie rozczarowało, cieszyliśmy się przede wszystkim z możliwości włóczenia się po mieście, szczególnie, że pogoda była fantastyczna!

Zwiedzanie Tokio: Park Yoyogi

Jednym z miejsc, które koniecznie chciałam odwiedzić w Tokio, był park Yoyogi. To chyba jeden z najbardziej znanych tokijskich parków. Co stało za moją motywacją odwiedzenia tego miejsca? Przede wszystkim chęć obejrzenia Meiji Shrine, czyli świątyni szintoistycznej znajdującej się na obszarze przy parku. Droga do świątyni wiodła przez park, który właściwie bardziej przypomina las, po drodze zwiedziliśmy również ogród Yoyogi Koen – coś w rodzaju ogrodu botanicznego, na terenie którego znajduje się, m.in. tradycyjny tea house (dom, w którym urządzano ceremonie herbaty). Świątynia zrobiła na mnie ogromne wrażenie, to była pierwsza świątynia szintoistyczna, którą zobaczyliśmy z bliska.

Tabliczka z podziękowaniem
To jedna z dziękczynnych tabliczek wiszących przy świątyni Meiji
Teahouse, czyli dom, w którym odprawiano ceremonie herbaty
Teahouse w ogrodzie przy świątyni Meiji, czyli dom, w którym odprawiano ceremonie herbaty

Zwiedzanie Tokio: Takeshita street

To chyba najbardziej kiczowata ulica Tokio. To miejsce bardzo popularne wśród turystów, można tam nabyć różnego rodzaju gadżety i pamiątki. Mieliśmy również zamiar napić się kawy w kociej kawiarni, jednakże okazało się, że wstęp z dzieckiem poniżej drugiego roku życia był niemożliwy… Zamiast tego wybraliśmy się więc w stronę dzielnicy Shibuya.

Zatłoczona ulica Takeshita
Takeshita – jedna z najbardziej kiczowatych ulic Tokio

Zwiedzanie Tokio: Shibuya

Kto z Was nie zna słynnego skrzyżowania Shibuya, tego które pojawia się dość często w filmach lub programach, których akcja rozgrywa się w Tokio (jak chociażby „Między słowami”). To te skrzyżowanie, które dziennie przekraczają miliony osób – nie tylko z lewej strony na prawą, z prawa na lewo, ale i na ukos. Do tego jest ono otoczone licznymi budynkami z telebimami – mnóstwo tam świateł i dźwięków, co sprawia, że to miejsce staje się jesczcze bardziej przytłaczające, ale i z pewnością fascynujące, szczególnie po zachodzie słońca. Shibuya to dzielnica szykowna, w której znajdują się sklepy z ekskluzywnymi markami, to taka modowa i biznesowa stolica Tokio. W dzielnicy Shibuya znajduje się też bazar orientalny – warto wybrać się tam po prezenty z podróży (np. eleganckie etui z pałeczkami do sushi). Po dniu spędzonym na zwiedzaniu nadeszła pora na dobrą kolację. Wybór padł na ZAOU, restaurację która okazała się być miejscem, w którym goście mogą sami wyłowić sobie rybę na kolację. Za każdym razem, kiedy komuś udawało się złapać rybę na wędkę, obsługa restauracji waliła w wielki bęben i wydawała okrzyki zachwytu na cześć udanego połowu.

Skrzyżowanie Shibuya
Skrzyżowanie w dzielnicy Shibuya – to chyba jedno z najbardziej rozpoznawalnych skrzyżowań na świecie

Jeśli mogę Wam polecić inną restaurację w tej dzielnicy, to będzie to Yai-Yai, gdzie serwują przepyszne okonomiyaki – coś w rodzaju ciasta naleśnikowego z kapustą i rozmaitym nadzieniem („okonomiyaki” w dosłownym tłumaczeniu oznacza „usmażone, tak jak chcesz/lubisz”, czyli, że nadzienie zależy od Waszego gustu, apetytu i fantazji).

Kobieta jedząca okonomiyaki w restauracji
Okonomiyaki – jedno z licznych pyszynych japońskich dań wartych spróbowania

Tokio dla dzieci: Ueno Park

Park zoologiczny w Tokio
Ueno ZOO – park zoologiczny w środku tokijskiej metropolii

Podczas naszego drugiego pobytu w stolicy Japonii, postanowiliśmy wybrać się do ZOO. Miała to być atrakcja głównie dla naszej córki, która kocha obserwować zwierzęta, a w szczególności małpy. A Ueno ZOO (najstarsze ZOO w Japonii) to nie lada gratka dla wielbiceli tych pięknych stworzeń – można tam bowiem zobaczyć goryle. Nasza córka nie chciała ruszyć się sprzed wybiegu dla goryli, gdzie wylegiwała się mama gorylica z jej maleństwem. To był piękny i dość wzruszający widok, sama mogłabym obserwować tę scenę godzinami. Jednak dla większości zwiedzających największą „atrakcją” była panda, aby móc ją podziwiać trzeba było ustawić się w długaśnej kolejce, przy której końcu stał szyld z napisem – czas oczekiwania 60 min! My postanowiliśmy darować sobie stanie w kolecje i zamiast tego poszliśmy pooglądać słonie. W ZOO spędziliśymy z pewnością jakieś dobre dwie godziny. Warto dodać, że cena za bilety wstępu do ZOO okazała się bardziej przystępna niż się spodziewałam (600 yenów, czyli jakieś 20 zł za osobę dorosłą).

Ogromny goryl
Goryle to niezwykle majestatyczne zwierzęta
Mały goryl w ZOO
Mama gorylica z jej maleństwem – ciężko było oderwać oczy od tego widoku

Co jeszcze?

Miraikan – muzeum postępu i innowacji, które bardzo chciałam odwiedzić, mając w wyobrażeniu niezwykle nowoczesne centrum z nowinkami technologicznymi i odjechanymi robotami. Muszę przyznać, że jednak bardzo się zawiedliśmy. Nie najlepszym pomysłem było wybranie się tam w weekend – jako że na taki pomysł wpadło o wiele więcej osób niż my. To chyba jedno z ulubionych celów weekendowych rodzinnych wypadów. Muzeum było w tym czasie  dosłownie oblężone, co sprawiało, że całe doświadczenie było dość stresujące. Poza tym wystawy nie powaliły nas na kolana, były dość nudne i hmm… niezbyt innowacyjne. Co do robotów – jedynym pozytywnym akcentem na zakończenie zwiedzania był show z robotem Asimo, który niezwyle przypadł do gustu naszej córce. Cóż inną dobrą stroną tego, że się tam wybraliśmy było przejechanie metrem po moście Rainbow Bridge i obejrzenie z okien metra dzielnicy Odaiba, czyli sztucznej wyspy w Zatoce Tokijskiej.

Widok z metra na dzielnicę Odaiba
Widok z metra na dzielnicę Odaiba
Reklama Polski w tokijskim metrze
Taka niespodzianka w tokijskim metrze w dordze do muzeum Miraikan – reklama promująca podróże do Polski 🙂

Podróżowanie po Tokio: jak?

Po Tokio głównie poruszaliśmy się metrem, to najlepszy i najbardziej wygodny rodzaj komunikacji miejskiej. Jednak koniecznie powinniście mieć po ręką smartphona z dostępem do Internetu, by ogarnąć trasy i przesiadki. W Tokio różne linie metra należą do różnych przewoźników, co czasem komplikuje sprawę, jeśli chodzi o zakup biletów. Dlatego warto zastanowić się nad zakupem, np. biletu dziennego, bo może się okazać, że jest on ważny jedynie na trasach jednego przewoźnika… Jeśli jesteście w posiadaniu JR Pass, to możecie za darmo korzystać z linii metra obsługiwanej przez Japan Railway.

Ulica w dzielnicy Akihabara
Akihabara – raj dla fanów mangi i sklepów ze sprzętem elektronicznym

Znalazłoby się jeszcze kilka szczegółów (m.in wycieczka do dzielnicy Akihabara), o których już więcej w tym wpisie nie wspominam, jako że i tak zrobił się dość długi. Mam nadzieję, że udało mi się zainteresować Was historią naszego pobytu w Tokio! A Wy, byliście już w stolicy Japonii, a może planujecie właśnie swoją podróż? Jestem ciekawa Waszych doświadczeń i pytań!